Pochodzę z 60 tysięcznego miasta pod Warszawą. Mieszkałam w nie jednym miejscu, mam znajomych w zasadzie w całej Polsce, ale nigdzie nie widziałam tak dziwnego zjawiska społecznego jak w tym 60cio tysięcznym. Jest pewna grupa ludzi, którzy się znają (jakoś), chodzili to tych samych szkół, regularnie się spotykają. Przedział wiekowy 24 - 38, zarobki - do ponarzekania, wykształcenie - nieistotne. W związku z tym, że ryba psuje się od głowy, więc taką wytypujemy z tego towarzycha. Dwie, lub może nawet trzy kobiety (bo już nie dziewczyny), średnia wieku 26, 27 lat. Mają jakiś cel w życiu, miłość, dużo znajomych, dużo czasu, dużo energii (w każdej dziedzinie życia), niewiele mówią o sobie, ale baaaardzo dużo wypytują, zagadują, snują, dogadują, to tu, to tam. Może Cię nie być w tym 60cio tysięcznym 4, 5, 6 lat! One wiedzą o Tobie wszystko. Ba. Mało tego, wiedzą wcześniej niż wiesz Ty. Nie było by w tym nic dziwnego, bo każda społeczność karmi się plotką, jednak najgorszy jest fakt, że to co u Ciebie słychać, w dużej mierze zależy od osoby, którą wścipsko wypytują. I teraz pomyśl, z kim dobrze żyłeś, i czy dobrze TWOJE życie przekaże dalej. Zaraz ktoś zabłyśnie, że przecież tak jest wszędzie. Nieprawda. Taka mieszanka i galeria ludzkich charakterów jest tylko tu, gdzie Warszawska maniera, miesza się z wieśniactwem, a najgorsze, że są to młodzi ludzie, marnujący energię nie na swoje, a na cudze życie. Mam dużo zaufanych dobrych znajomych, w większości z 60cio tysięcznego miasta rodzinnego, jednak nie należą oni do towarzycha. Jestem pewna, że jeśli przy nich pierdnę, to nikt z drugiego końca miasta, za dwa dni mi nie powie, że się zesra*am na miętowo, i przestaną mi zaraz wszyscy "polubiać" posty na Facebook'u.
Znamy się od czasów szkoły podstawowej, a nawet przedszkolnych, każdy poszedł w swoją stronę. Śluby, psy, koty, mężowie, remonty, obiady, IKEA.
Okazuje się, że nie miasto, czy miejsce pochodzenia ma wpływ na nasz stosunek do plotki czy sensacji, tylko towarzystwo, i lepiej by to było towarzystwo, a nie towarzycho. Jakie to banalne, ale od jednego gnijącego jabłka, gniją inne.
Mamy ten luksus, że znajomych i przyjaciół możemy sobie, brzydko mówiąc - wybierać. Nich rozmowa nie będzie dla plotki i sensacji, a dla utrzymania najzwyklejszej więzi międzyludzkiej.
Znamy się od czasów szkoły podstawowej, a nawet przedszkolnych, każdy poszedł w swoją stronę. Śluby, psy, koty, mężowie, remonty, obiady, IKEA.
Okazuje się, że nie miasto, czy miejsce pochodzenia ma wpływ na nasz stosunek do plotki czy sensacji, tylko towarzystwo, i lepiej by to było towarzystwo, a nie towarzycho. Jakie to banalne, ale od jednego gnijącego jabłka, gniją inne.
Mamy ten luksus, że znajomych i przyjaciół możemy sobie, brzydko mówiąc - wybierać. Nich rozmowa nie będzie dla plotki i sensacji, a dla utrzymania najzwyklejszej więzi międzyludzkiej.