Marzenia to taka śmieszna materia, która kształtuje się stosownie to naszej sytuacji życiowej, wieku i potrzeb. W przedszkolu chcemy być po prostu wielką kulką w różowe kropki. Wyjaśnień ? Mama wypożyczyła mi super exclusive strój na bal przebierańców. Oczywiście wszystkie księżniczki i superbohaterowie już dawno byli obsadzeni. Jednak magia waty w mojej sukience i różowy żakiet zrobiły robotę. Chciałam być kulką. Tuż po kulce chciałam być Celine Dion. W zasadzie do dziś jest moją bezapelacyjną miłością sceniczną przy 55 kieliszku wina, jednak wtedy przygotowywałam się do tego bardziej profesjonalnie niż dziś. Studyjne słuchawki Sony od dziadka przywiezione ze Stanów, boombox z komunii i profesjonalny podkład z kasety do "Tell him". Wszytko w Dolby Surround. W pokoju pełnym biało-niebieskich mebli byłam gwiazdą. Sprytnie ominęłam marzenia bycia nauczycielką, strażakiem, śmieciarzem i księgową. W gimnazjum marzyłam se dojrzale. Marzyłam o domu, który nafaszerowałam z zewnątrz i wewnątrz wspaniałościami. Z zewnątrz równo strzyżone trawniki, psy w serdakach, białe płotki i weranda. Wewnątrz kot z dzwoneczkiem na obroży, parkiet w jodełkę, angielskie tapety, mąż w mokasynach i dwoje dzieci. Diabelnie dobry plan, to naprawdę mogło się udać, tylko za dużo bajek Disney'a i kraje mi się pomyliły. Liceum natomiast to okres, w którym mam wrażenie zatracamy się. Od tego momentu tracimy niewinność, znika beztroska banalność, urocza infantylność daje miejsce małej pruderii, fantazja i swoboda przybiera ten wymiar, którego nigdy nie powinna była przybrać. Przebiłam się przez to wszystko co było pierwsze, przez marzenia o nowych jeansach i tatuażu, aż doszłam do bliżej nieopisanego dziewczyńskiego stanu, który trwał do niedawna. Po wszystkich furtkach, w których można było spróbować tej surowej naiwności przeszłam płynnie do bliżej niezdefiniowanego. Bo ... Czy marzeniem można nazwać strach przed stabilnością i monogamią w związku ? Cóż jest wtedy spełnieniem ? A ten dziwny niepokój gdy widzisz dwoje małżonków pchających dziecięcy wózek ? Ta świadomość, że coś pięknego im się właśnie skończyło. Najpierw gdy w panice szukali kamerzysty, a potem gdy w 29 tc nie można był na lipiec znaleźć porządnych sandałów. Wszystko wydawało mi się takie kanoniczne, prześmiewcze, zabawnie konieczne, społecznie wymagane, a jednocześnie tak cholernie niepotrzebne. Pierwszy pierścionek zaręczynowy znalazłam zanim go dostałam. Każda miłość liczy się do następnej. Natomiast drugi oddałam po 7 latach, przy czym nigdy nie widziałam tak bujnej kreatywności w argumentach przeciw. Dla przyszłej-niedoszłej teściowej był pula argumentów z prawego rękawa, a dla przyszłego-niedoszłego była pula argumentów z lewego rękawa. Moi kochani rodzice byli najszczęśliwsi gdy szanowną narzeczoną przestałam już być.
Od tamtej pory minęło 6 lat, a ja dopiero kilkanaście miesięcy temu zaczęłam znowu marzyć, przemalowywać białe płotki, zrywać sznaucerom serdaki w kratę. Marzenia poprawne, takie właściwe i razem ze mną twardo na ziemi. Żadne kiecki ecru, kwiaty na stoły i bridge to be. W pewnym momencie swojego życia, po kolejnym partnerze weryfikowanym liczbą lub cyfrą, kalkulacji godności, rachunku sumienia, na uwadze mając instynkt samozachowawczy wypada założyć kryteria w porozumieniu z rozsądkiem i potrzebami versus możliwościami. Moim kryterium w nieoczekiwanym momencie stała się monogamia w pełnej swojej krasie, do końca i na zawsze. Bez paniki, monogamia w odpowiednim towarzystwie jest nieprzewidywalna, pełna namiętności, spełniona zupełnie, nie potrzeba jej wytrwałości, ani kreacji przygód. W towarzystwie szacunku i partnerstwa tworzy niebywale bezpieczny świat dla obojga partnerów, a sama w sobie jest przygodą. Zrozumiałam, że jeśli stworzę drugiej osobie ten bezpieczny świat, pozbawiony przede wszystkim moich brudów z przeszłości to jestem w nim w stanie budować partnerstwo, zaufanie, najsilniejsze uczucia, przyjaźń, wspólne pasje. Pozbawiona zupełnie emocji z wczoraj, które nas nie dotyczyły, skoncentrowana na każdej pojedynczej wartości budującej relację. Na uwadze mając uczucia i zasady przypisane dla związku, oraz te które najlepiej mają się w samej przyjaźni. Kategoryzując otaczające światy, poświęcając należytą uwagę każdemu z osobna.
Od tamtej pory minęło 6 lat, a ja dopiero kilkanaście miesięcy temu zaczęłam znowu marzyć, przemalowywać białe płotki, zrywać sznaucerom serdaki w kratę. Marzenia poprawne, takie właściwe i razem ze mną twardo na ziemi. Żadne kiecki ecru, kwiaty na stoły i bridge to be. W pewnym momencie swojego życia, po kolejnym partnerze weryfikowanym liczbą lub cyfrą, kalkulacji godności, rachunku sumienia, na uwadze mając instynkt samozachowawczy wypada założyć kryteria w porozumieniu z rozsądkiem i potrzebami versus możliwościami. Moim kryterium w nieoczekiwanym momencie stała się monogamia w pełnej swojej krasie, do końca i na zawsze. Bez paniki, monogamia w odpowiednim towarzystwie jest nieprzewidywalna, pełna namiętności, spełniona zupełnie, nie potrzeba jej wytrwałości, ani kreacji przygód. W towarzystwie szacunku i partnerstwa tworzy niebywale bezpieczny świat dla obojga partnerów, a sama w sobie jest przygodą. Zrozumiałam, że jeśli stworzę drugiej osobie ten bezpieczny świat, pozbawiony przede wszystkim moich brudów z przeszłości to jestem w nim w stanie budować partnerstwo, zaufanie, najsilniejsze uczucia, przyjaźń, wspólne pasje. Pozbawiona zupełnie emocji z wczoraj, które nas nie dotyczyły, skoncentrowana na każdej pojedynczej wartości budującej relację. Na uwadze mając uczucia i zasady przypisane dla związku, oraz te które najlepiej mają się w samej przyjaźni. Kategoryzując otaczające światy, poświęcając należytą uwagę każdemu z osobna.
Mam świadomość, że im jesteśmy starsi tym jesteśmy smaczniejszą esencją naszych dotychczasowych marzeń i wartości. Na komodzie leżą trzy albumy Celine Dion, a w moim świecie czarno-białych kryteriów nie znalazłam jeszcze osoby, z którą mogła bym na tej werandzie ...