Lotnisko Chopina w Warszawie, strefa Przylotów, wyjście 02.
Dwa tygodnie temu żegnałam Cię tutaj, nie mogąc powstrzymać się od płaczu, machając w stronę Strefy Bezpieczeństwa. Odprowadzałam wzrokiem do samego końca, szukając w tłumie, patrząc czy przeszłaś, bo tylko do tego momentu mogę się o Ciebie zatroszczyć. W myślach mówiłam do siebie: "Już za Tobą tęsknię Łepciusiu." Mijały miesiące i lata, a ja przyjeżdżałam z Tobą na lotnisko, całowałam ukradkiem, tak aby nikt nas nie zobaczył, szeptałam jak bardzo Cię kocham, i prosiłam abyś uważała na siebie. Co więcej mogłam zrobić ?
Wracając do domu śledziłam trasę lotu, liczyłam minuty i sprawdzałam okrążenia maszyny nad lotniskiem. Martwiłam się o Ciebie w każdej minucie bo nie wyobrażałam sobie życia bez Ciebie. Tak bardzo się zakochałam.
Otwierałam puste mieszkanie, zbierałam ze stołu talerze po wspólnym obiedzie i rozpoczynałam od nowa naukę życia bez Ciebie, na tą krótką chwilę.
Na początku była bezsilność. Tęsknota, a potrzeba bliskości rozrywała od środka. Bo jak poradzić sobie z tęsknotą jeśli kochasz kogoś tak bardzo, że możesz w oczy patrzeć w milczeniu i czuć radość z bycia blisko ?
Kochasz zapach więc wąchasz ubrania, kochasz buzię więc dotykasz zdjęcia, kochasz głos więc dzwonisz jak oszalała, kochasz oddech więc zasypiasz z telefonem przy uchu słuchając jak oddycha, kochasz dłonie, kochasz stopy, kochasz usta, kochasz śmiech, kochasz, kochasz, kochasz ...
Potem nauczyłam się jak żyć. Planowałam, zapisywałam, umawiałam się, wyjeżdżałam. Tak, wyjazdy w moim świecie to najlepsza ucieczka od emocji. Nie jednej. Planowanie, działanie, robienie, bieganie, załatwienie - to idealne rozwiązanie, aby nie myśleć, a jeśli nie myśleć - to nie czuć. Emocje wtedy wkładane są do pięknego pudełeczka, a następnie odkładane na półeczkę o wdzięcznej nazwie "kiedyś / przy okazji". Dni mijały szybciej, nie było czasu by liczyć minuty.
Gdy zbliżał się dzień Twojego powrotu zawsze bardzo się cieszyłam, jakby co najmniej nie było Cię miesiącami. Tworzyłam z tego dnia święto, celebrowałam. Czułam ekscytację, niesamowitą radość, ciągły niedosyt. Sprzątałam, szykowałam, gotowałam co tylko sobie zamarzysz. Planowałam dla Ciebie "nagrody", tak to nazywałyśmy. Zawsze czekał na Ciebie prezent, niespodzianka. Czasami szukałam jak oszalała, kupowałam za ostatnie pieniądze, żeby zobaczyć przez chwilę najwspanialszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziałam. Uwielbiałam Cię uszczęśliwiać, dawać, wyprzedzać pragnienia, zaskakiwać, patrzeć na radość. Przez tę jedną chwilę byłam dla Ciebie najwspanialsza na świecie. Zatrzymywałaś na mnie swoją uwagę, czułam na sobie Twój wzrok, który mówił - "Jej ! Jakie to wspaniałe ! Jesteś super !"
Po tej krótkiej chwili "biegłaś" dalej w swój zakręcony świat, a ja Cię "goniłam" tak jak umiałam ...
Stoję obok filaru, w środku czuję ciepło i zdenerwowanie jakbym miała zaraz zdawać najważniejszy egzamin w życiu. Dookoła stoją rodziny czekające na bliskich, mężowie z kwiatami w oczekiwaniu na swoje ukochane żony, przewoźnicy trzymający kartki z nazwiskami swoich Klientów. Ląduje Nowy York, Paryż, a ja cierpliwie czekam na Ciebie. Gdzieś między jednym, a drugim lądowaniem z drzwi wyłania się mały człowiek Chińskiej narodowości, staje przed nami i z uśmiechem do nas macha, po czym odchodzi w swoją stronę. Jakby chciał do nas zażartować - Dziękuję, że wszyscy przyszliście mnie przywitać. Cześć, pa.
Pamiętam jak bardzo mnie to rozbawiło.
Twój lot, jak zawsze będzie punktualnie lub przed czasem. Cała sobą śledzę trajektorię lotu, obserwuję lądowanie samolotu na Warszawskim lotnisku, znowu w myślach dziękuję losowi, że wracasz cała i zdrowa. W dłoniach ściskam sok pomidorowy obwiązany wstążką. Kochasz pomidory, a zawsze po powrocie jesteś bardzo zmęczona, brakuje Ci witamin. Taką miałyśmy tradycję, to był nasz kwiatek na przywitanie. Dostaję od Ciebie wiadomość - Mam już walizki, idę !
Cała podskakuję, mam dreszcze, jest mi ciepło, potem zimno. Tak bardzo się cieszę !
Czasem przez szybę można dostrzec kto idzie z daleka od hali bagażowej. Zawsze Cię wypatruję. Widzę skaczący łepek, ciągnie dwie walizki. Drzwi się rozsuwają, a ja widzę najpiękniejszy uśmiech na świecie ! Biegniesz do mnie, odpychasz na bok walizki i już mam Cię blisko. Tulę Cię, czuję zapach, dotyk najdelikatniejszego małego policzka na swojej buzi, nie mogę Cię pocałować, ale mogę Ci szeptać. Szeptać - Cześć Łepciusiu.
Sok pomidorowy rzucasz gdzieś na tylnie siedzenie, razem z walizką. Wstążka spada na podłogę pod fotel. Patrzę na Twoją buzię i tak bardzo się cieszę, że już jesteś, że Cię mam. Nic nie jest ważne, tylko TY. Pędzę do domu, aby móc Cię całować.
Dwa tygodnie temu żegnałam Cię tutaj, nie mogąc powstrzymać się od płaczu, machając w stronę Strefy Bezpieczeństwa. Odprowadzałam wzrokiem do samego końca, szukając w tłumie, patrząc czy przeszłaś, bo tylko do tego momentu mogę się o Ciebie zatroszczyć. W myślach mówiłam do siebie: "Już za Tobą tęsknię Łepciusiu." Mijały miesiące i lata, a ja przyjeżdżałam z Tobą na lotnisko, całowałam ukradkiem, tak aby nikt nas nie zobaczył, szeptałam jak bardzo Cię kocham, i prosiłam abyś uważała na siebie. Co więcej mogłam zrobić ?
Wracając do domu śledziłam trasę lotu, liczyłam minuty i sprawdzałam okrążenia maszyny nad lotniskiem. Martwiłam się o Ciebie w każdej minucie bo nie wyobrażałam sobie życia bez Ciebie. Tak bardzo się zakochałam.
Otwierałam puste mieszkanie, zbierałam ze stołu talerze po wspólnym obiedzie i rozpoczynałam od nowa naukę życia bez Ciebie, na tą krótką chwilę.
Na początku była bezsilność. Tęsknota, a potrzeba bliskości rozrywała od środka. Bo jak poradzić sobie z tęsknotą jeśli kochasz kogoś tak bardzo, że możesz w oczy patrzeć w milczeniu i czuć radość z bycia blisko ?
Kochasz zapach więc wąchasz ubrania, kochasz buzię więc dotykasz zdjęcia, kochasz głos więc dzwonisz jak oszalała, kochasz oddech więc zasypiasz z telefonem przy uchu słuchając jak oddycha, kochasz dłonie, kochasz stopy, kochasz usta, kochasz śmiech, kochasz, kochasz, kochasz ...
Potem nauczyłam się jak żyć. Planowałam, zapisywałam, umawiałam się, wyjeżdżałam. Tak, wyjazdy w moim świecie to najlepsza ucieczka od emocji. Nie jednej. Planowanie, działanie, robienie, bieganie, załatwienie - to idealne rozwiązanie, aby nie myśleć, a jeśli nie myśleć - to nie czuć. Emocje wtedy wkładane są do pięknego pudełeczka, a następnie odkładane na półeczkę o wdzięcznej nazwie "kiedyś / przy okazji". Dni mijały szybciej, nie było czasu by liczyć minuty.
Gdy zbliżał się dzień Twojego powrotu zawsze bardzo się cieszyłam, jakby co najmniej nie było Cię miesiącami. Tworzyłam z tego dnia święto, celebrowałam. Czułam ekscytację, niesamowitą radość, ciągły niedosyt. Sprzątałam, szykowałam, gotowałam co tylko sobie zamarzysz. Planowałam dla Ciebie "nagrody", tak to nazywałyśmy. Zawsze czekał na Ciebie prezent, niespodzianka. Czasami szukałam jak oszalała, kupowałam za ostatnie pieniądze, żeby zobaczyć przez chwilę najwspanialszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziałam. Uwielbiałam Cię uszczęśliwiać, dawać, wyprzedzać pragnienia, zaskakiwać, patrzeć na radość. Przez tę jedną chwilę byłam dla Ciebie najwspanialsza na świecie. Zatrzymywałaś na mnie swoją uwagę, czułam na sobie Twój wzrok, który mówił - "Jej ! Jakie to wspaniałe ! Jesteś super !"
Po tej krótkiej chwili "biegłaś" dalej w swój zakręcony świat, a ja Cię "goniłam" tak jak umiałam ...
Stoję obok filaru, w środku czuję ciepło i zdenerwowanie jakbym miała zaraz zdawać najważniejszy egzamin w życiu. Dookoła stoją rodziny czekające na bliskich, mężowie z kwiatami w oczekiwaniu na swoje ukochane żony, przewoźnicy trzymający kartki z nazwiskami swoich Klientów. Ląduje Nowy York, Paryż, a ja cierpliwie czekam na Ciebie. Gdzieś między jednym, a drugim lądowaniem z drzwi wyłania się mały człowiek Chińskiej narodowości, staje przed nami i z uśmiechem do nas macha, po czym odchodzi w swoją stronę. Jakby chciał do nas zażartować - Dziękuję, że wszyscy przyszliście mnie przywitać. Cześć, pa.
Pamiętam jak bardzo mnie to rozbawiło.
Twój lot, jak zawsze będzie punktualnie lub przed czasem. Cała sobą śledzę trajektorię lotu, obserwuję lądowanie samolotu na Warszawskim lotnisku, znowu w myślach dziękuję losowi, że wracasz cała i zdrowa. W dłoniach ściskam sok pomidorowy obwiązany wstążką. Kochasz pomidory, a zawsze po powrocie jesteś bardzo zmęczona, brakuje Ci witamin. Taką miałyśmy tradycję, to był nasz kwiatek na przywitanie. Dostaję od Ciebie wiadomość - Mam już walizki, idę !
Cała podskakuję, mam dreszcze, jest mi ciepło, potem zimno. Tak bardzo się cieszę !
Czasem przez szybę można dostrzec kto idzie z daleka od hali bagażowej. Zawsze Cię wypatruję. Widzę skaczący łepek, ciągnie dwie walizki. Drzwi się rozsuwają, a ja widzę najpiękniejszy uśmiech na świecie ! Biegniesz do mnie, odpychasz na bok walizki i już mam Cię blisko. Tulę Cię, czuję zapach, dotyk najdelikatniejszego małego policzka na swojej buzi, nie mogę Cię pocałować, ale mogę Ci szeptać. Szeptać - Cześć Łepciusiu.
Sok pomidorowy rzucasz gdzieś na tylnie siedzenie, razem z walizką. Wstążka spada na podłogę pod fotel. Patrzę na Twoją buzię i tak bardzo się cieszę, że już jesteś, że Cię mam. Nic nie jest ważne, tylko TY. Pędzę do domu, aby móc Cię całować.